Czy to jeszcze trzyma zima, przebłyskuje przesilenie czy już idzie wiosna?

Ekonomia uwagi… coraz tańsza

Badania produktywności mówią, że większość pracowników korporacyjnych, coraz bardziej wytresowanych przez „jednorękiego bandytę w kieszeni” (zwanego niekiedy smartfonem), nie potrafi obecnie utrzymać uwagi potrzebnej do przepracowania jednej godziny bez rozproszenia.

Natomiast w równoległym świecie „ekonomii uwagi” – jak piszą znawcy – konsumpcja nadal mocno trzyma kulturę jako zakładnika. „Clickbait”, „autoplay” i „farmy contentu” degradują zarówno treści, jak i samą sztukę w celu zwiększenia konsumpcji i natychmiastowej monetyzacji.

Twórcy zdają się jeszcze bardziej dostosowywać do ciągle kurczącego się „attention span” (okna uwagi) użytkowników (którzy dawno w excelowych plikach przestali być odbiorcami), albo coraz bardziej polegają na niszy (tworząc wokół swoich treści niewielkie, ale lojalne internetowe „plemiona”).

A jest z tym skracaniem wstępów, przyspieszaniem wejść refrenów i szybkim łapaniem uwagi za pomocą „haczyków” wizualnych do czego się dostosowywać.

Najkrócej żyjący owad świata – jętka – żyje 24 godziny i jego jedynym celem jest złożyć jaja. Użytkownik internetu utrzymuje obecnie swoją uwagę na pojedynczej treści od 5 do 9 sekund. A jego jedynym celem jest dające zastrzyki dopaminy scrollowanie.

Jaki w tym wszystkim los twórcy? Albo surfowanie na fali i dalsze współpogłębianie tik-tokizacji treści, albo zwrócenie swojego „attention span” z licznych, „przeciętnych” użytkowników internetu na tych mniej licznych, ale nieprzeciętnych.

Koncerty wrócą już… edycja nr 453

Kolejni eksperci jeszcze nie tak dawno ogłaszali, że koncerty wrócą już jesienią. Jakiś miesiąc temu ekspertyz nie doczytali najwyraźniej organizatorzy festiwalu Glastonbury, którzy odwołali drugą z kolei edycję tego kultowego wydarzenia. Natomiast w zeszłym tygodniu w obietnice kolejnego eksperta, którym tym razem okazał się premier Wielkiej Brytanii, Boris Johnson, uwierzyli twórcy Reading & Leeds Fest deklarując, że mają „wysoką pewność”, że muzyka jeszcze w tym roku wróci na festiwalowe sceny. Ten optymizm wiąże się m.in. z ogłoszonym planem znoszenia dystansu społecznego, co miałoby zadziać się w UK już od 21 czerwca. Podobnie dzieje się także w Niemczech.

Jak będzie? Czy programy szczepienia zdążą w tych krajach przed otwarciem festiwalowych scen? Czy koncertowe opaski jeszcze tej jesieni zamienimy w klubach i na festiwalowych polach na opaski szczepienne? Nie wiem. Wiem tylko, że jak mawiał pewien 100-letni Szwed: „jedno jest pewne – jest jak jest, a będzie jak będzie”.

Walki na szczycie

Nowa ekonomia muzyki rozwija się i postępuje, a (jak mawiał serialowy Don Draper) nie każda baletnica dostanie czego chce – bo świat po prostu nie pomieści tylu primabalerin. Giganci technologiczni zazdrośnie strzegą swoich przychodów reklamowych i walczą z kolejnymi rządami (patrz Australia). Dzięki „śmierci gatekeeperów” up-ładować muzykę może każdy – na Spotify dziennie pojawia się już nie 30-, nie 50- a 60 tysięcy nowych utworów (z których większość będzie miała poniżej setki odtworzeń). Spotify znów nie notuje zysku, ale za to zwiększa wartość wyceny giełdowej spółki (co wzbudza wśród artystów lekko złośliwe głosy, że nie powinni już im płacić tych marnych tantiemów, ale zacząć dzielić się akcjami).

No a artyści – jak to niewdzięczni artyści – narzekają coraz bardziej. Na przykład na to, że systemy związane z zarządzaniem prawami autorskimi tworzone były w zupełnie innej rzeczywistości i faworyzują tracący ciągle na znaczeniu analogowy świat. Dzięki temu, tantiemy „dinozaurów” mają się wciąż nieźle, a młodzi, wschodzący artyści muszą radzić sobie sami. Ale – jak mówią niektórzy – to nie wina pandemii. COViD pozwolił zobaczyć to wszystko tylko nieco szybciej i w znacznie ostrzejszych barwach.

Przetrwa gatunek nie najsilniejszy, a…

Z badań NCK wynika natomiast, że zwiększa się udział popu, rocka i elektroniki wsród ulubionych gatunków słuchanych w Polsce przez młodzież. Jakim kosztem zyskują utwory popowe, rockowe i elektroniczne? Ano kosztem hip-hopu i disco-polo. A co z country? No właśnie.

Who the f… is?

Kim, do cholery, jest Garth Brooks? Wyobraźcie sobie, że trzecim największym artystą w historii, jeśli chodzi o przychody i liczbę zdobytych nagród muzycznych. Mocno amerykanocentryczny ranking portalu Stacker, bo uwzględniający wyłącznie nagrody Grammy, na pierwszym miejscu uplasował The Beatles z 183 milionami sprzedanych krążków, 7 Grammy i 23 nominacjami. Na drugim znalazł się Elvis, a  na trzecim wspomniana gwiazda country ze 143 milionami albumów, 2 statuetkami i 14 nominacjami.

 

P.S. uzależnienie od urządzeń elektronicznych to zwłaszcza w trakcie pandemii bardzo ważny temat. „Smok w kieszeni” odbiera nam czas, obniża poczucie własnej wartości i pogłębia stany lękowe. Dlatego warto ciągle przypominać ten wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.