Lars Urlich z zespołu Metallica zawsze był niezłym cwaniakiem. Kiedy kumpel zapytał go, która z dwóch nazw: „Metallica” czy „Metal Mania” lepiej nada się dla metalowego fanzinu, Lars bez wahania odpowiedział, że ta druga. Od razu pomyślał, że Metallica będzie świetną nazwą dla zespołu, który właśnie składał. Biorąc pod uwagę, że alternatywnymi propozycjami były w tym czasie Red Vette i Blitzer, Lars miał nosa. Gdyby nazwał zespół Blitzer, jego kariera rzeczywiście mogła skończyć się na Kill’em All. Ale wybrał dobrze, więc reszta jest historią.

Jeżeli istnieje jedno najważniejsze narzędzie marketingowe, które (poza brzmieniem samej muzyki) może realnie wpłynąć na karierę Twojego zespołu, to jest nim nazwa. Tę dobrą łatwo się wymawia, zapamiętuje, powtarza znajomym i wreszcie skanduje na koncertach. W przypadku tej złej, prosi się o jej przeliterowanie albo zapisanie na kartce. Albo przychodzi się na koncert zespołu country, oczekując lejącego się ze sceny metalu.

Któż nie popełnił kiedyś kiepskiej nazwy? Nie wiem jak Ty, ale ja mam na koncie przynajmniej kilka. Dlatego, dziś poszukamy wspólnie inspiracji i przyjrzymy się narzędziom stosowanym przez profesjonalnych „wymyślaczy nazw” czyli copywriterów. Copyrighterów. Kopyrajterów. Nieważne. Panie w okienku w urzędzie na pewno potrafią to przeliterować.

Jednak na początek zobaczmy, które nazwy rzeczywiście działają i naprawdę porywają miliony. Najłatwiej to zrobić przyglądając się, jak powstały nazwy największych zespołów w historii muzyki.

Nazwa „na wagonik”

Świetnym pomysłem na początek jest sprytne podpięcie się pod powszechnie znane słowo, albo już uzyskany rozgłos. Zrobił tak menadżer Thomasa Woodwarda, kopiując tytuł bardzo popularnego w owym czasie filmu. I zmieniając sceniczny pseudonim podopiecznego na Tom Jones.

Jednak prawdziwym mistrzem wykorzystywania reguł rządzących show businessem był perkusista Stewart Copeland. Nazwę The Police wybrał, aby za każdym razem, kiedy w mediach będzie mówić się o policji, padała też nazwa zespołu. Ale czego spodziewać się po gościu, który podszywał się pod anonimowych fanów, wysyłając listy do redakcji w stylu: „Na jakich bębnach gra ten nowy, fantastyczny perkusista Curved Air, Copeland?” (Co zresztą zaowocowało darmowym zestawem bębnów od Tamy).

Nazwa „na inspirację”

Muzyka, literatura, religia, nauka, technika, historia… inspiracji do stworzenia nazwy są wokół tysiące. Ważne aby wybrać tę, która będzie współgrała z duchem zespołu.

Na początek, można literacko i religijnie: The Doors to hołd dla poematu Williama Blake’a i książki Huxleya „Drzwi percepcji”. Genesis, to oczywiście nawiązanie do biblijnej Księgi Rodzaju. Za scenicznym pseudonimem Bob Dylan stoi fascynacja Roberta Zimmermana poetą Dylanem Thomasem. Autorem jednej z najbardziej zapamiętanych nazw w historii jest też poeta, Royston Ellis. Zmodyfikował lennonowskie The Beatals na The Beatles, dzięki czemu uzyskał grę słów, łączącą  nazwę ruchu poetyckiego i zdobywającej popularność muzyki. Wreszcie, buddyjska Nirvana to świetny pomysł Kurta Cobaina, który chciał wyróżnić się w kręgu infantylnych nazw, nadawanych punkowym zespołom.

Jeżeli nie literatura, to oczywiście muzyka. A jak nie muzyka, to wszystko inne. The Rolling Stones nazwę zaczerpnęli z tytułu piosenki bluesmana Muddy’ego Watersa. David Bowie pseudonim zawdzięcza popularnemu w XIX wieku modelowi traperskiego noża. Choć mówi się, że U2 inspirowało się słynnym, szpiegowskim samolotem, to Bono (który swój pseudonim wziął od sklepu z aparatami słuchowymi w Dublinie, Bono Vox) twierdzi, że chodzi o interakcję z publicznością („you too”). Wreszcie Iron Maiden to nazwa narzędzia tortur i – jak mówią niektórzy – ironiczne nawiązanie do Żelaznej Damy. A skoro jesteśmy przy polityce, to któż, jak nie Freddie Mercury? Jego Queen to połączenie świata i slangu gejowskiego (queer queens) z nawiązaniem do splendoru strojów brytyjskiej Królowej.

Nazwa „na brak nazwy”

Czasem, kreatywność po prostu się kończy i zawodzą wszelkie próby. I dobrze. Gdyby nie podobne sytuacje, nie mielibyśmy nazw dwóch kultowych zespołów rockowych. Zespół Rush tak się spieszył, aby wymyślić nazwę przed pierwszym koncertem, że z ulgą przyjął sugestię starszego brata gitarzysty: – Dlaczego po prostu nie nazwiecie zespołu „Pośpiech” (Rush)?

Za nazwę kultowego The Who odpowiadają z kolei dziesiątki nietrafionych sugestii i właściwy rockmanom niedowład słuchu Townshenda i ekipy. Za każdym razem, kiedy  ktoś proponował nazwę w stylu The Cośtams, członkowie zespołu wołali o wyraźniejsze powtórzenie, krzycząc: – The Who?

Nazwa „z życia”

Jeśli nie ma już skąd czerpać, to z pomocą zawsze przyjdzie życie. Elton John stworzył swój pseudonim, składając go z imion dwóch kumpli z zespołu. Sting dostał ksywę od kolegów z Newcastle Big Band dzięki żółto-czarnemu sweterkowi i agresywnej naturze. Nazwa Dire Straits nawiązuje do sytuacji finansowej, w której byli muzycy, kiedy zaczynali karierę (byli totalnie spłukani). Wreszcie, Led Zeppelin to owoc dialogu, który przeprowadzili  Jimmy Page i Keith Moon.  Jimmy ogłosił, że nazwie swój nowy zespół, który był kontynuacją The Yarbirds, The New Yardbirds. Moon ironicznie stwierdził, że „taka grupa spadnie w dół jak ołowiany balon” (lead baloon). Balon szybko zmieniono na Zeppelin, a ołów (lead) na Led – po to, a by fanom było łatwiej wymawiać i pisać nazwę.

Bo dobra nazwa powinna być jak 6/9

To zasada, którą na pewno zapamiętasz. Nazwa „na szóstkę” nie powinna być dłuższa niż 9 znaków. Ta na piątkę – niż 6+9. Mógłbym tu napisać wiele o teorii komunikacji, psychologii poznawczej i tym, jak działa ludzka pamięć, ale zamiast tego zaproponuję Ci coś innego. Przewiń na moment artykuł w górę. Pogrubiłem dla Ciebie nazwy wszystkich zespołów i wykonawców, które pojawiają się w tekście. Znaleźli się w nim tylko ci, którzy sprzedali miliony płyt. A teraz policz, z ilu znaków składają się ich nazwy lub pseudonimy?

Dobra nazwa ma być muzykalna

Nawet, jeżeli nazwa będzie miała dwie części, albo będzie nieco dłuższa, warto zastanowić się nad melodią słów i popracować nad akcentami. I tym, żeby nazwa była jak dobra, lekka, popowa piosenka (nie dotyczy metalowców). Powiedz: Ich Troje. Lady Pank. Budka Suflera. A teraz: Eddie Brickell and the New Bohemians. The who?

Dobra nazwa ma być jak przyjaciel

Kanye? Kayne? Kajnie? Jeżeli decydujesz się w Polsce na nazwę anglojęzyczną i nie jesteś jednym z tych 7 zespołów, które robią karierę międzynarodową, to zadbaj, aby były to słowa albo bardzo popularne, oczywiste, albo takie, które mają wymowę bardzo zbliżoną do pisowni. Fan podziękuje Ci za każdym razem, kiedy będzie polecał Twój zespół znajomemu albo wpisywał nazwę w okno wyszukiwarki. Zauważ też, że wszystkie wymienione wcześniej nazwy zespołów odwołują się do już istniejących słów, rzeczy, zjawisk – to sporo ułatwia.

Dobra nazwa oddaje klimat zespołu

W jakiś sposób. Może to być luźne skojarzenie, inspiracja, emocja, próba oddania gatunku muzycznego. Na przykład w nazwach zespołów elektro jest dużo industrialnych X-ów i Y-eków. Świat zespołów metalowych rządzi się swoimi twardymi, wikińskimi prawami. Jednak nie ma nic gorszego, niż kiedy idziesz na koncert zespołu Heavy Metal Sextet, a tam jazz. Bywają nazwy, które są fajne tylko dla wymyślających.

Dobra nazwa przechodzi „test biurka”

Copywriter w dobrej agencji reklamowej, jeżeli nie ma pieniędzy na profesjonalne badania, robi tak zwany test biurka. Obchodzi wszystkich w firmie – od biurka sąsiada do pani sprzątającej –  i powtarza wymyśloną nazwę. Zrób to samo – wybierz 10 osób spoza zespołu i powtórz im nazwę. Następnego dnia zadzwoń do nich i sprawdź, czy zapamiętali. Jeżeli liczba pamiętających mieści się między 6 a 9 – jest dobrze. Jeżeli jest ich 10, a nazwa nie jest banalna – jesteś geniuszem.

Dobra nazwa bywa dziwna, ale zawsze przemyślana

Pamiętasz copy…era z 3 akapitu? Jak to się pisze? Zespoły i kreatywni z wytwórni w Polsce lubują się w oryginalnych kreacjach językowych. Tworzą nazwy-neologizmy, zmieniają kolejność liter, udziwniają pisownię. Takie nazwy bywają fajne, ale mają jedną poważną wadę. Aby fan je zapamiętał, trzeba po prostu wydać więcej pieniędzy, zwiększając ilość kontaktów z nazwą w mediach. Czasem są to oczywiście nazwy ładnie brzmiące, piękne wizualnie i warte tych nakładów. Jak Kayah. Pamiętaj o tym za każdym razem, kiedy pojawia się chęć przesadnego kombinowania.

Dobra nazwa może być owocem burzy mózgów

Nie musisz wymyślać nazwy sam. Możesz wesprzeć się siłą grupy i przeprowadzić burzę mózgów. Weź od 4 do 8 osób, wyznacz 20 minut czasu i zapisuj na tablicy wszystkie propozycje. Prowadząc burzę pamiętaj o zasadach: masz do dyspozycji dwie fazy – zieloną i czerwoną. Podczas tej zielonej – nie oceniasz i nie krytykujesz pomysłów. Zapisujesz wszystkie, które się pojawią, także te odtwórcze, a nawet najbardziej absurdalne i szalone. Możesz wyznaczyć Strażnika, który będzie pilnować, aby padały tylko nazwy, bez komentarzy i oceniania. Dopiero w fazie czerwonej jest czas na ocenę. Możesz ocenić pomysły według kryteriów – czy są nowe czy już znane oraz czy są przydatne lub nieprzydatne. Te nowe i przydatne przechodzą dalej, na przykład do testu biurka.

Mam nadzieję, że te zasady pomogą Ci przejść przez niełatwy proces, jakim jest tworzenie nazwy dla zespołu. Oczywiście, nie wszystkie z nich stosuje się w każdej sytuacji. Zwłaszcza, jeżeli jesteś jazzmanem albo punkowcem. Czasem muzyka zespołu jest tak dobra, że nie przyćmi jej żadna nazwa. Czasem zespół łamie niemal wszystkie powyższe zasady i wybiera na przykład nazwę Poluzjanci. Zraża tym do siebie część masowej  publiczności, ale wierni fani i tak wybaczają. Bo na koniec dnia, najważniejsza jest dobra muzyka.

Ale tak się też składa, że najczęściej jedyną wizytówką zespołu, która dotrze do wszystkich jest właśnie nazwa. Dlatego warto jej poświęcić czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.