Wyobraź sobie, że wychodzisz do sklepu po bułki, idziesz ulicą i nagle z piskiem opon podjeżdża do Ciebie samochód. Ktoś wrzuca Cię na tylne siedzenie, na głowie czujesz szorstki worek i trafiasz do aresztu. Jakiś czas później, już na sali sądowej dowiadujesz się, że zostałeś oskarżony o brutalne morderstwo.

A przecież jesteś zupełnie niewinny.

Więc nie bierzesz adwokata i odmawiasz składania zeznań. Bo Ty wiesz doskonale, że niczego nie zrobiłeś. „Oni” przecież też muszą wiedzieć jaki jesteś naprawdę, więc po co miałbyś się bronić. Jakiś czas później słyszysz wyrok: winny, kara: dożywocie. Prawda proceduralna zwyciężyła nad prawdą materialną.

Graj dobrze, a reszta sama nie przyjdzie…

Ze smutkiem obserwuję wielu często świetnie grających muzyków, którzy odmawiają „składania zeznań” rynkowi i publiczności. Nie mają adwokatów (menadżera i wytwórni), nie chcą się też „bronić” sami. Sądzą, że skoro oni, akademia i wąski krąg ich przyjaciół wiedzą, że grają wspaniale, to wszyscy wokół docenią to bez żadnych marketingowych ruchów z ich strony. I sami skazują się na „dożywocie” grania dla siedmiu osób w małych klubach za niewielkie pieniądze. W końcu, zaczynają konkurować ceną. Ale jak mówi prawo rynku: jeżeli zaczynasz konkurować ceną, a nie wartością, to dalej nie ma już nic.

A właściwie jest coś: smutne przeświadczenie, że „publiczność jest głupia i trzeba ją edukować”. Psychologowie mówią tu o silnym, zewnętrznym poczuciu kontroli – kiedy odsuwając odpowiedzialność za życiowe wybory, winę za stan rzeczy przypisujemy głównie czynnikom zewnętrznym. A to przecież nie do końca tak: parafrazując mistrza reklamy Ogilvy’ego – „publiczność nie jest głupia, publiczność to Twoja matka”.

Najważniejsze prawo wszechświata

„Ale przecież jestem wartościowy! Całe życie mówiono mi: graj dobrze, a reszta sama przyjdzie!”

Oczywiście – cały czas trzeba doskonalić swoją sztukę. Ale każdy, kto sprowadza sukces w biznesie muzycznym tylko do umiejętności, ignoruje najważniejsze prawo wszechświata:

Większości wyborów dokonujemy nie na podstawie wartości rzeczywistej rzeczy czy zjawisk, ale ich wartości postrzeganej

 

W taki właśnie sposób wchodzimy w związki, kupujemy samochody, jogurty, wybieramy zawody i uczelnie. Jeżeli po jakimś czasie okazuje się, że wartość postrzegana znacząco różni się od rzeczywistej (czyli na przykład na miejsce „postrzeganego” obrazu partnera z okresu zakochania wchodzą nie opuszczana deska, porozrzucane skarpetki i dni spędzane na kanapie) przychodzi rozczarowanie. I nasz związek z osobą, produktem czy ulubionym dotąd zespołem się rozpada.

W taki sam sposób działa publiczność. Na akademii czy w salce prób Twoją „wartością postrzeganą” było niemal wyłącznie to, jak grasz. W momencie, kiedy wychodzisz ze swoją sztuką na rynek, okazuje się, że na Twoją wartość postrzeganą (dla publiczności, promotorów, menadżerów, wytwórni) składają się dziesiątki zupełnie innych rzeczy. Okazuje się, że odbiorcy nie zawsze cenią sobie najwyżej Twój muzyczny kunszt, ale na przykład emocje podczas koncertu, wrażenie z jakim ich zostawiasz „po” i to, w jaki sposób Twoja muzyka towarzyszy im w ich stylu życia. Gdyby było inaczej, sukces osiągaliby smutni panowie w swetrach, grający tyłem do publiczności w małych zadymionych klubikach. Gdyby było inaczej, o wybitnym przecież wirtuozie Paganinim nie rozpuszczano by plotek, że jest wcielonym diabłem.

I bardzo ważne pytanie

Dlatego najważniejszym pytaniem, jakie powinien zadać sobie muzyk czy zespół jest nie tylko: „jaka jest moja wartość rzeczywista”, ale też „w jaki sposób mogę przetłumaczyć swoją wartość na to, jak będzie postrzegać mnie rynek?”

Budowanie marki to sposób, w jaki wypełniasz przestrzeń między Twoją wartością rzeczywistą, a wartością postrzeganą

I zanim zaczniesz bawić się w czytanie o narzędziach promocji, mailingach, Facebookach i Instagramach musisz się zastanowić czym jest Twoja marka: to, kim jesteś, co jest w Tobie wartościowego, dla kogo to może być interesujące i w jaki sposób chcesz to zaprezentować rynkowi.

I do tego właśnie służy dobry, muzyczny marketing.

One Reply to “Marketing dla muzyków, cz.1: Najważniejsze prawo wszechświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.