Genialne, że nie żyjemy w czasach, w których żeby „ściągnąć” ulubioną linię trzeba dziesiątki razy przewijać niestrojącą kasetę. Z drugiej strony, liczba aplikacji mających ułatwiać muzykowi życie jest tak wielka, że nietrudno się totalnie zagubić. Jeżeli dodać do tego różne urządzenia, systemy operacyjne… sami wiecie. I jeszcze koszt eksperymentowania – nie wszystkie appki są tanie, a część (pomimo świetnego marketingu, na który łatwo się naciąć) po jakimś czasie i tak ląduje w koszu.

Dziś przygotowałem dla Was niezależną selekcję najlepszych aplikacji na rok 2015, które przydadzą się w ćwiczeniu, nauce, przygotowywaniu się do koncertów czy występach na żywo. Wybrałem wyłącznie te sprawdzone przeze mnie, korzystając z prostego kryterium – napiszę wyłącznie o tych, które regularnie towarzyszą mi przynajmniej od roku. Wybór przygotowałem z perspektywy iPada, ale sporo z tych appek ma również androidowe i pecetowe wersje. Zaczynamy!

1.

ProMetronome (EUMlab) – na początek dobry metronom – niezbędnik każdego muzyka (może z wyjątkiem Jeffa Berlina 😉 ). Już darmowa wersja jest bardzo funkcjonalna, a (mało)płatna pełna – to totalny miód. Dla mnie ma wszystkie cechy dobrego metronomu, a dodatkowo sporo bardzo praktycznych bonusów. Wygodne, DUŻE pokrętło do ustawiania tempa, kilka nie męczących barw, bardzo rozbudowane podziały rytmiczne, wiele rodzajów akcentacji, możliwość zapamiętywania i zapisywania ustawień, duży zakres tempa, bardzo łatwe wyłączanie/różnicowanie dynamiczne klików w takcie… pięć gwiazdek! Sprawił, że mój perkusyjny metronom leży i zbiera kurz.

2.

DrumBeats+ (NineBuzz Software) idziemy krok dalej, czyli bardzo użyteczna appka z różnymi beatami perkusyjnymi (w tym pochodzącymi ze znanych kawałków). Jej zaletą jest sporo dostępnych paczek ze stylami. Bonusem – fajny dział „Rhythm & timing” zawierający patenty rytmiczne w różnych podziałach i np. z „wyjętymi” taktami. Dodatkowo – brzmi świetnie – znacznie lepiej niż przereklamowany (mobilny) SampleTank.

3.

iRealB czyli realbook w tablecie. Tysiące darmowych utworów dostępnych na forach, możliwość tworzenia playlist i łatwej zmiany tonacji. Każdy utwór zapisany w „funtach” można odtworzyć, korzystając z prostego miksera i biblioteki (płatnych) stylów. Totalne narzędzie ćwiczebne nie tylko dla jazzmenów. Biblioteki zawierają też sporo kawałków rockowych i popowych, mamy możliwość eksportu do MIDI… jest światowo.

4.

iGigBook – proste narzędzie do przeglądania realbooków i organizowania kawałków, których zapis nutowy mamy w PDF. W nich tonacji nie zmienimy (zmienimy za to w zaindeksowanych w programie realbookach), ale za to możemy nanosić różnokolorowe notatki, dotyczące na przykład zmian w aranżu czy formy. Co ciekawe, jeżeli koledzy z zespołu mają tą samą appkę i dostęp do internetu – możemy błyskawicznie podzielić się np. uaktualnioną setlistą z dołączonymi PDFami. Program jest kompatybilny z nożnymi (działającymi na Bluetooth) „zmieniaczami” stron – czyli koniec ze spinaczami i rozdmuchiwanymi na scenie kartkami. No i wreszcie kartek na scenie nie trzeba przerzucać zębami 🙂

5.

n-Track Tuner – bardzo rozbudowana i bardzo dobrze „słysząca” proteza ucha. Sprawdza się z basem, ma małe problemy z piątą struną. Kilka użytecznych funkcji – jak na przykład drony do ćwiczenia intonacji.

6.

Intonation Doctor – skoro przy instrumentach bezprogowych jesteśmy – oto fantastyczne narzędzie do zmagań z intonacją i ćwiczenia „długich nut”. Zasada działania aplikacji jest bardzo prosta – ustawiamy intonacyjny zakres tolerancji appki i wolno gramy długie dźwięki. Jeżeli dźwięk nie stroi – appka natychmiast podaje właściwą nutę. Proste, ale śmiertelnie skuteczne i działa fajnie nawet z basem.

7.

Sunrizer – tu przechodzimy do rzeczy niezupełnie basowo-gitarowych, ale za to atrakcyjnych dla lubiących zabawę z syntezatorem i kładących basy „z klawisza”. Wszystko, czego potrzebujemy do iPada to Camera Kit i klawiatura sterująca z oznaczeniem Class-Compliant. Sunrizer to świetny, rozbudowany synth, modelowany na wzór słynnego Rolanda JP-8000 (słynniejsi użytkownicy to David Bowie, Duran Duran, Groove Armada czy The Prodigy). Generalnie, klasyczne brzmienia EDM w małej appce. Bardzo dobrze brzmi na żywo, nie wiesza się, świetna sprawa!

8.

iMini – produkt Arturii wreszcie na iPadzie i to całkiem niedrogo, co jako fana okołomoogowych klimatów cieszy mnie szczególnie. Wywaliłem kiedyś stówę na Animooga firmy Moog, który nie przekonał mnie totalnie. Tu za mniej niż połowę tej kwoty dostajecie naprawdę użyteczne brzmienia, modelowane na wzór słynnego Minimooga. Spokojnie da się wykręcić basy w stylu Superstition czy rzeczy, które grał dla Jacksona czy Chaki Khan Greg Phillinganes. Do tego masa użytecznych leadów. Komu nie chce się targać i „zaziębiać” 😉 Mooga dla zagrania basu w dwóch kawałkach (mi nie) – polecam, brzmi zaskakująco „mięsiście” jak na cyfrę!

9.

Neo-Soul Keys – nie jest tanio, ale to co robi pan Jamal jeżeli chodzi o symulację rhodesowych klimatów jest totalnie zgodne z zasadą „lepsze jedno dobre brzmienie niż tysiąc x**#@owych”. Najlepsza symulacja Rhodesa i Wurli z tych mieszczących się w prostokącie o wymiarach tabletu. Zapomnijcie o GarageBandach i SampleTankach – na tym gra się po prostu bardziej realistycznie. Znajdziecie tu ładne brzmienia MKI, MKII i Wurlitzera. Jeżeli gracie na wyższym poziomie niż pół-pro, przyda Wam się minimum trzeci iPad – po użyciu pedału sustain aplikacja lubi się przydławić.

10.

Transcribe! – i wreszcie coś dla lubiących transkrypcje. Nadal absolutnie bezkonkurencyjna rzecz, niestety niedostępna na tablety. A szkoda, bo posiada jedną ważną cechę, której nie znajdziecie u konkurencji – olbrzymią intuicyjność i rozbudowany equalizer, baaardzo pomocny w wydobywaniu na wierzch poszczególnych instrumentów (z tabletowych zamienników mogę polecić Robick – jest ładny, ale niestety ma bardzo uproszczoną sekcję EQ). Do tego oczywiście wszelkie standardowe cechy typu zmiany tempa, pętle i tak dalej. Tego typu aplikacje bardzo przydają się nie tylko w spisywaniu utworów – są świetne podczas ćwiczenia. Utwory można zwolnić, fragmenty zapętlić i wyciąć na przykład ścieżkę basu. Obowiązkowa sprawa!

 

To tyle na dzisiaj. Wymienione aplikacje nie są w większości darmowe, ale te parędziesiąt dobrze wydanych złotych może być naprawdę wydatną pomocą w ćwiczeniu czy graniu na żywo. Większość z nich jest też uniwersalna – może przydać się nie tylko basistom. Ja korzystam z nich regularnie, mam nadzieję, że przydadzą się i Wam!

zdjęcie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.