Poznajcie lwa jaskiniowego. Ponad 2 metry długości, zabójcze kły i jego prehistoryczny portret, za który prawdopodobnie nikt nie zapłacił artyście.

Lions_painting,_Chauvet_Cave_(museum_replica)Mówi się, że jeżeli 4 miliardy lat historii życia na tej planecie porównamy do jednej doby, to człowiek istnieje na ziemi mniej więcej od jakichś 2 sekund. I z mózgiem ciągle posiadającym prymitywną część (tą samą, z którą jego przodek polował na mamuty) musi stawiać czoła wszystkim wyzwaniom współczesności. No cóż, ewolucja nie jest tak szybka jak technika.

I do dziś, żeby upewnić się, że nowo poznana osoba nie jest współczesnym odpowiednikiem lwa jaskiniowego, przez pierwsze ułamki sekund kontaktu prymitywna część mózgu analizuje za nas mnóstwo informacji. I błyskawicznie podejmuje decyzję: czy to drapieżnik? Uciekać czy walczyć? A teraz pomyśl, co dzieje się z Twoją piosenką puszczoną w radio albo teledyskiem odtworzonym na wallu? Ile masz sekund na przekonanie odbiorcy, że nie niesiesz ze sobą noża?

Kategorie są cztery

No dobra, czas na naprawdę ciekawą część. Mózg zdecydował: nie ma zagrożenia. Jeżeli nie wróg, to kto? Dalsza, szybka analiza i wrzutka do jednej z 3 pozostałych, ewolucyjnych kategorii: „obojętny”, „przyjaciel” lub „potencjalny partner seksualny”.

I tu mam dla Ciebie ważną wiadomość. Bardzo możliwe, że u wielu Twoich potencjalnych fanów znajdujesz się właśnie w szufladce „obojętny”. Tak. Ani ich ziębisz, ani grzejesz. Nie obejrzą Twojego teledysku, nie kupią płyty, nie przyjdą na koncert ani nie klikną „like” pod postem, który zaczynasz od „kochani!” (nie robisz tego, prawda?). Wszystko, co do nich mówisz, będzie niewyraźne jak grypowicz, który nie wziął sam-wiesz-czego na R.

Bo budowanie marki jest walką o przesunięcie się do odpowiedniej szufladki w głowie interesującego nas odbiorcy. A „obojętny”, to predefiniowana kategoria dla mózgu, żeby uchronić go przed „przegrzaniem zwojów”. W dobie tysięcy atakujących ze wszystkich stron komunikatów mózg musi szufladkować i upraszczać, bo inaczej skończyłaby się nam – mówiąc językiem komputerowym – pamięć operacyjna. Liczba szufladek na „przyjaciół” jest ograniczona. Jeśli o te szufladki nie zawalczysz, to na Twoje miejsce natychmiast wskoczy ktoś inny.

Definicje marki dla muzyków

Zanim przejdziemy do zabawy, chciałbym zostawić Cię z dwoma praktycznymi i bardzo pasującymi do rynku muzycznego definicjami marki. Przydadzą Ci się one bez względu na to, czy budujesz karierę sidemana, muzyka sesyjnego, artysty czy zespołu. Pomoże nam w tym dwoje praktyków: marketerka Cheryl Burgess i Jeff Bezos, założyciel portalu Amazon.

  • Jeżeli wybrałeś karierę muzyka (i Twoją „grupą docelową” są inni muzycy, z którymi chciałbyś stanąć na scenie), posłuchaj Jeffa:

„Twoja marka jest wszystkim tym, co mówią o Tobie pod Twoją nieobecność”

Spytasz: a co mają mówić? Sam zdecyduj i działaj w taki sposób, żeby mówili. Jeżeli ciągle czujesz niezdecydowanie, to pomoże Ci Leszek Możdżer, który w jednym z wywiadów powiedział, że muzyk, który z nim współpracuje musi: świetnie grać oraz być uprzejmym i punktualnym 😉 To niezły punkt startowy.

  • Jeżeli jesteś tworzącym własne piosenki artystą lub masz zespół, to musimy sprafrazować Cheryl:

„Twoja marka to zbiór powodów, dla których ktoś kupi Twoją płytę, albo przyjdzie na Twój koncert w deszczowy dzień”

Dlaczego deszczowy? Bo wtedy jeszcze bardziej konkurujesz ze słuchawkami, kocem, konsolą i plazmą. A jeżeli podstawowym „powodem” dla Twojej marki cały czas pozostaje: „bo to mój znajomy”, to nie mam dobrych wieści. Ciągle jesteś na samym początku brandingowej drogi.

Party time!

Zapraszam Cię do obiecanej, szybkiej zabawy. Masz do wyboru cztery kategorie: wróg, przyjaciel, obojętny i „partner seksualny”. Zastanów się szybko, gdzie „wskakuje” u Ciebie każda z wymienionych, muzycznych marek. Pamiętaj, liczy się pierwsza, „intuicyjna” odpowiedź!

Maryla Rodowicz – Doda – Dawid Kwiatkowski – Justin Bieber – Rihanna – Metallica – Budka Suflera – Mela Koteluk – Michał Wiśniewski – D’Angelo – John Mayer

Jeżeli nie znasz któregoś z tych artystów lub zespołów – też ląduje w szufladce „obojętny”. „Partner seksualny” to oczywiście niekoniecznie marka, z którą chcesz uprawiać seks 😉 To brand, do którego czujesz spore przywiązanie (albo aspirujesz do jego „posiadania”). Pełni ważną rolę w Twoim życiu: być może to nawet Twoja marka kultowa. I teraz ciekawe pytanie. Kiedy przywoływałeś obraz danej muzycznej marki, to czy w Twojej głowie od razu zaczynała brzmieć muzyka? Nie? A co się pojawiało? Wizerunek, osoba, sytuacja? Dana piosenka? Płyta? Okładka? Ogólne wrażenie? Jakieś emocje?

I tu wspólnie doszliśmy do podręcznikowej, „akademickiej” definicji marki: marka to zbiór wartości, skojarzeń i emocji, który tworzy się na Twój temat w głowie odbiorcy.

Od Ciebie zależy, czy zostawisz ten proces samemu sobie czy też przejmiesz nad nim kontrolę. Bo Twoja marka „stworzy się” sama, nawet jeśli nie będziesz jej świadomie budować. Tylko wtedy ten obraz niekoniecznie może stać się takim, na jakim Ci zależy.

Obojętny, wróg, przyjaciel czy partner seksualny?

Pamiętaj – mocna, wyrazista marka to często taka, którą jedni traktują jako „partnera seksualnego” a inni jako wroga. Popatrz na Justina Biebera – jest tak wyrazisty, że ma całe rzesze „haters” i „beliebers”. Popatrz na markę Apple. A teraz wróć do Dody. Pomyśl o Marii Peszek.

A teraz spójrz na publiczność Meli Koteluk – trochę obojętnych i sami dobrzy przyjaciele, prawda?

To którą drogę wybierasz? Nie ma lepszej i gorszej. Ważne natomiast jest jedno – ludzie lubią markowość i są skłonni zapłacić za nią więcej. Mocna marka buduje lojalność. A jeżeli jest naprawdę silna, pozwala jej użytkownikowi określać się społecznie i wzmacniać towarzyski status.

I to podstawowe powody, dla których powinno się rozważyć myślenie o sobie jako marce. Zwłaszcza, jeżeli chcesz budować satysfakcjonującą i długą karierę.

PS. W następnym odcinku poznacie nie lwa jaskiniowego, a Kasię, która używa iPhone’a, kupuje meble na pchlim targu w Berlinie i słucha Brodki. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.