Podobno muzyka mówi więcej niż tysiąc słów. Jednak kiedy muzyki posłuchać nie można, dobrze napisane bio może okazać się doskonałym narzędziem promocyjnym i sprzedażowym zarówno dla muzyka, jak i zespołu. Przydaje się na stronie internetowej, w kontakcie z dziennikarzami i promotorami, przy wydawaniu płyty i w każdym możliwym miejscu, gdzie warto przekonać ludzi do przyjścia na koncert.

Tym bardziej szkoda, że większość zespołowych bio jest kliszowa, nudna, zbyt długa i pełna nieprzydatnych faktów.

Dlatego dziś, korzystając z paru „piarowych” i copywriterskich zaklęć pokażę Ci, jak „podkręcić” zazwyczaj nudną notkę. A także, jak zawrzeć w niej wszystko, co może okazać się przydatne (lub przekonujące) z punktu widzenia redaktora, promotora, menadżera klubu, konferansjera czy fana, który trafił na Twoje info o zbliżającym się koncercie.

Pierwsze TAK: jedna najważniejsza rzecz

Czy istnieje coś, co wyróżnia Twój zespół – muzycznie, wizerunkowo czy w jakikolwiek inny sposób? Może jest to jakieś szczególne osiągnięcie? Może sposób, w jaki podchodzicie do gatunku, który gracie? Może coś, co z Waszego grania wyciąga fan lub co dajecie klientom (jeżeli jesteście np. zespołem eventowym)? Zanim zaczniesz pisać, zastanów się jak wyglądałoby bio Twojego zespołu, gdyby było tylko jednym zdaniem.

Dla mnie, mistrzowskim przykładem takiego jednozdaniowego „pozycjonowania” jest zespół Snarky Puppy, który zamiast pisać, że gra „nowoczesny jazz” wymyślił zupełnie nowy gatunek: Snarky Puppy – music for brain & booty. Nie wiem jak Ty, ale ja chętnie chodzę na koncerty, na których dobrze bawią się i mózg, i tyłek.

Drugie TAK: na ryby tylko z haczykiem

Każdy tekst o zespole pisz ze świadomością, że większość odbiorców przeczyta tylko 2-3 pierwsze zdania. Dlatego, w pierwszych dwóch zdaniach bio warto zawrzeć rzeczy najważniejsze albo coś, co spowoduje, że będzie się go chciało czytać dalej. Może to być Twoja „jedna najważniejsza rzecz”, ciekawa, sceniczna historia, może to być opinia autorytetu (patrz punkt 4). Może to być też styl tekstu lub jakiś kreatywny zabieg, który sprawi wrażenie, że dalej na pewno nudno nie będzie.

Trzecie TAK: ucz się od „piarów”

Doświadczeni piarowcy, oprócz tego, że rozkładają na konferencjach dużo ciasteczek, pisząc notki prasowe stosują sprawdzony i bardzo przydatny schemat. Dbają o to, aby każdy tekst zawsze odpowiadał na kilka kluczowych pytań: Kto? Co? Gdzie? Kiedy? Jak? Dlaczego? Te pytania mogą stać się dla Ciebie superprzydatnym narzędziem w ocenie już napisanego bio. Kim jesteś? Co grasz? Gdzie lub z kim to robisz? W jaki sposób? I najważniejsze: dlaczego ma to być dla ważne dla odbiorcy? Postaraj się, żeby bio w ten lub inny sposób odpowiadało na te bardzo istotne pytania.

PR to także siła cytatów. Doskonale urozmaicają tekst i pozwalają innym mówić o naszych zaletach – co jest o wiele bardziej wiarygodne. Cytaty, osobiste wypowiedzi czy fragmenty wywiadów to dobry pomysł na ubarwienie zespołowego bio.

Czwarte TAK: zaprzyjaźnij się z Cialdinim

Jeżeli chodzi o przekonywanie do siebie, do dziś nie opisano niczego lepszego niż 6 zasad Cialdiniego. I to pomimo istnienia setek internetowych guru, powtarzających oczywistości w blasku dobrze skrojonego garnituru. Mniej lub bardziej świadomie korzystają z tych reguł wszyscy, którzy piszą jakikolwiek tekst marketingowy – także w muzyce. Które z tych zasad mogą okazać się szczególnie przydatne?

Społeczny dowód słuszności – inni ich lubią, to ja też sprawdzę. „Od czterech lat wypełniają sale koncertowe od Rygi po Kaukaz”. „Ostatnia płyta była najlepiej sprzedającym się albumem w Japonii”. „Teledysk do utworu <Ona robi numer z ciastkiem> zyskał 3 miliony odsłon w tydzień”.

Reguła autorytetu – z natury, bardziej ufamy opiniom ludzi, których znamy lub którzy mają atrybuty autorytetu (jury w talent show!). Dlatego zamiast pisać o swoich zaletach, korzystniej jest dać im wybrzmieć z ust innych: „Wojciech Mann powiedział o nim – ten młody wokalista to inkarnacja Steely Dan”.

Reguła ta w muzyce stosowana jest od lat także poprzez prostą frazę „współpracował z…” lub „wystąpił na…”. Choć tutaj, psycholodzy powiedzieliby już o „efekcie aureoli” lub mechanizmie „pławienia się w cudzej chwale”. Tak więc, jeżeli wystąpiłeś na Openerze, czym prędzej wyrzuć z bio informacje o wygranym przeglądzie w MDK i napisz o tym, jak zaczarowałeś hipsterski tłum.

Piąte TAK: opracuj kilka wersji

Opracuj bio w wersji dłuższej, opisowej, krótszej, dołączanej np. do notek prasowych i w wersji „nawijki w windzie” (elevator pitch). Nawijka to „bio” w wersji ustnej, które trwa nie dłużej niż 30 sekund i odpowiada na pytania „Kim jestem”, „Co robię” i ”Dlaczego może być to dla Ciebie ważne”. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz w windzie, garderobie i na peronie PKP.

Skoro powiedzieliśmy już o dobrych praktykach, pora poznać, czego unikać w pisaniu o zespole:

 

Pierwsze NIE: zmiany w składzie zostaw swoim biografom

Bio zespołu to nie historia składu, zmian na stanowisku bębniarza i rozstań klawiszowca z wokalistką. Jeżeli są w tym jakieś fajne „zagwozdki” i ciekawe historie, a nawet fatum odchodzących basistów – można je opisać. W innym przypadku – warto poczekać, aż opisze je autor w „Młocie Bogów” albo ghostwriter w „Ja, Miles”.

Drugie NIE: nie składaj obietnic bez pokrycia

Jeżeli wozisz w busie kolekcję bokserek/staników od fanów, na koncertach szaleją tłumy i nie jesteś wypuszczany ze sceny bez trzech bisów – napisz to jak najprędzej, bo to świetny „elevator pitch”. Jeżeli tak nie jest, to dodając do swojego nazwiska jakikolwiek przymiotnik (najlepszy, najciekawszy, utalentowany) pamiętaj, że rozczarowanie pamiętamy wielokrotnie mocniej niż miłe zaskoczenie. Dotyczy to także „współpracował z:”, które ograniczało się do wystąpienia na jamie ze znanym gitarzystą, który usiadł w stanie „wskazującym” przy pianinie.

Trzecie NIE: nie rozpisuj się

Jeden akapit dołączony do notki prasowej/minimalistycznej strony www, najwyżej pół strony A4 na rozbudowanym serwisie i maksymalnie jedna, przejrzysta strona A4 przy zaawansowanych materiałach (pakiet dla wytwórni, bio dla recenzenta płyty, materiał dla konferansjera) – to idealna długość bio muzyka/zespołu, której z zasady nie powinno się przekraczać. Warto przy tym pamiętać o zasadach ułatwiających czytanie tekstu – stosować punktory i wyróżnienia, dzielić tekst na pięciowersowe bloki i akapity. I przyjąć zasadę, że nowe informacje w bio wpisuje się w miejsce starych, a nie dopisuje.

Czwarte NIE: nie pisz o błahostkach

„Ukończył PSM I Stopnia w Międzyzdrojach, II Stopnia w Bydgoszczy i kurs metodyczny w Państwowym Studium…” – te rzeczy są ważne, jeżeli aplikujesz na nauczyciela rytmiki lub muzyka orkiestrowego. Jeśli piszesz do fanów lub branży i masz do wykorzystania tylko pół strony A4, napisz lepiej nazwę akademii i skup się na praktyce i dorobku.

Piąte NIE: nie ograniczaj kreatywności

Jeżeli masz w zespole kogoś, kto dobrze pisze, nie bój się kreatywnych form przedstawiania bio zwłaszcza, jeżeli chcesz wyróżnić się w stosie kopert lądujących u redaktorów lub w wytwórniach. Opowiadaj bio jak historię, odwołuj się do emocji, opisuj trudności, które przezwyciężyłeś lub dane sobie obietnice, które spełniłeś. No i kto powiedział, że bio nie można stworzyć na okładce płyty, w formie bajki, wierszyka, prezentacji lub materiału wideo/filmu zamiast tekstu?

Świat notek o zespole należy do Ciebie!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.