Ach, te zawody, w których sami jesteśmy panami swojego czasu. Sami decydujemy, co będziemy teraz robić i może stać się to dla nas przekleństwem – ale i błogosławieństwem. Nie ma przed nami ani karty do odbicia na recepcji, ani trąbki, która poderwie nas rano z łóżka (witaj branżo muzyczna).

Niektórzy chronicznie uciekają przed tym samostanowiącym „freelancerstwem” na etat. Niektórzy zostają w łóżku. Niektórzy wstają – i robią robotę. 

Przyznam się Wam, że mi przez ostatnie trzy dni nie chciało się z łóżka wstawać. Nie chciało mi się też ćwiczyć na instrumencie. 

Diagnoza: miałem mały dołek. 

A freelance to sztuka zarządzania małymi dołkami.

Zawsze, kiedy mam mały dołek, daję sobie chwilę i zamiast z niego od razu panicznie wyskakiwać, staram się zobaczyć, co leży na jego dnie. To może być bardzo cenna informacja. 

Jaka? 

1) Wrodzone lenistwo 

Tu akurat, jeśli tylko mam na to przestrzeń, z chęcią sobie na to lenistwo pozwalam.  

Jeśli ciągnie się zbyt długo i zaczyna zagrażać mojej produktywności i zobowiązaniom, mam na wewnętrznego lenia kilka trików. Jednym z nich jest poumawianie w tygodniu kilku kluczowych spotkań na 8:00 – na moje zbyt późne wstawanie działa to doskonale.

2) Przeładowanie pracą

Mam taką tendencję, że robię zwykle bardzo dużo rzeczy. Pracuję zarobkowo i pro bono dla kilku organizacji lub klientów, gram w kilku zespołach, staram się być w pełni obecny i dostępny dla rodziny i bliskich. 

Kiedy pojawia się mały dołek, to często bardzo czytelny sygnał do podjęcia jednej z dwóch akcji – odpocząć, albo – jeśli to nie zadziała – czasowo wyeliminować część zobowiązań, zostawiając tylko te dla mnie najważniejsze.

Taka ekstremalna redukcja do esencjonalnego niesamowicie poprawia jakość życia.

3) Chroniczne niespełnianie ważnej potrzeby

Jeśli dwa pierwsze punkty nie zadziałają, wiem już, że mały dołek wysyła do mnie jeszcze istotniejszą informację. Jakaś moja ważna potrzeba jest chronicznie niespełniana.

Żeby ją spełnić, trzeba podjąć konkretne działanie. Czasem wystarczy rozmowa naprawcza. Czasem – potrzeba przyłożyć więcej pracy do jakiegoś zagadnienia czy relacji. Niekiedy – jakiś czas prosi się o stałe uwolnienie na rzeczy najważniejsze. W muzyce – zwłaszcza ten zespołowy.

• • •

To ważne, żeby relatywnie szybko reagować na mały dołek. Mały dołek jest świetną sprawą, która pozwala zarządzać swoim życiem. W małych dołkach warto kopać, bo ignorowane, przerodzą się w duże dołki. 

A na dole dużych, nieadministrowanych dołków można się dokopać znacznie poważniejszych rzeczy – flaszki, łóżka czy strzykawki. I żeby z nich wyjść, ktoś będzie nam musiał podać pomocną dłoń, albo podstawić drabinę.

Niestety, zdarza się, że takie wykopki zaczynają się już pod nadzorem odpowiednich służb.

Dlatego polubmy małe dołki. Zwykle nie ma w nich nic złego. Ale czasem, na samym dnie jest butelka. Ale nie ta, która „pęka” na początku trasy w niemal każdym zespołowym busie. Znacznie ważniejsza.

Pusta i z kawałkiem zapisanego papieru w środku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.